top of page
Szukaj

Ciekawy artykuł o chodzeniu

  • terapiaolesnica
  • 21 lis 2025
  • 4 minut(y) czytania


Ciekawy artykuł o chodzeniu.

Myślę, że zainteresuje każdego, kto potrzebuje chodzić biegać, myśleć i budować pojemność na siebie i życie w ruchu i przestrzeni.


Artykul „The Walking Drive” autorstwa Lily Meyersohn, opublikowany w TAP Magazine opisuje współczesny rozwój i znaczenie terapii w ruchu, czyli terapii spacerowej (walking therapy) -formy pracy psychoterapeutycznej odbywającej się podczas wspólnego spaceru pacjenta i terapeuty. Artykuł łączy wątki kliniczne, historyczne i psychoanalityczne, pokazując, że chodzenie może stać się nie tylko alternatywą dla terapii w gabinecie, lecz także sposobem przywrócenia cielesności, relacyjności i zakorzenienia w świecie.

Po krótce opiszę treść, a link do artykułu wstawiam w komentarzu.

Nowe rozumienie popędu tzw. 'pulsion viatorique'


Meyersohn rozpoczyna od koncepcji Gérarda Haddada, który zaproponował nowy rodzaj popędu 'pulsion viatorique", czyli popęd wędrowny / chodzenia. Zanim człowiek staje się istotą mówiącą, jest istotą chodzącą; ruch jest pierwotną formą istnienia. Wspomina, że w micie o Edypie była mowa o okaleczonych przez ojca stopach, które uniemożliwiały mu chodzenie. To mit, który ma szczególne znaczenie dla psychoanalizy.


 Rozwój terapii spacerowej


Okazuje się, że coraz więcej terapeutów z różnych nurtów włącza spacery do swojej praktyki – w parkach Nowego Jorku, na plażach Los Angeles, w wiejskich krajobrazach Wielkiej Brytanii.


Powody:

*wzmacnianie przymierza terapeutycznego,

*obniżanie hierarchii i napięć w relacji,

*przywrócenie kontaktu z naturą i światem społecznym,

*fizyczna ulga wobec ograniczeń terapii „na krześle”

*Wielu pacjentów, zmęczonych terapią online po pandemii, szuka dziś terapii w ruchu i obecności przy naturze.

Kontener i przestrzeń terapeutyczna


Psychoanaliza tradycyjnie operuje pojęciem „kontenera” (Bion) - zamkniętej przestrzeni, w której analityk utrzymuje i przetwarza emocje pacjenta.

Okazuje sie, że terapeutyczne „trzymanie” może mieć miejsce także w otwartej przestrzeni, gdzie krajobraz i natura stają się współ-kontenerem.


Przykład: brytyjska terapeutka Lara Just opisuje, że na zewnątrz „uważność” działa inaczej: natura uczestniczy w relacji, rozszerzając ją w triadę: pacjent-terapeuta-świat.

Mam teraz w myślach wiele obrazów rodziców, którzy chodzą po pokoju, mieszkaniu, spacerują długie godziny na dworze z małym dzieckiem kołysając je lub kładąc w wózku. Czy to może tworzenie psychicznego kontenera? Co dzieje się w naszych umysłach, gdy chodzimy i przetrawiamy silne stany emocjonalne niemowląt? Dlaczego chodzimy? Jak chodzenie pomaga nam w myśleniu? W przetwarzaniu pierwotnych stanów? W czuciu?


Nie dla odcieleśnienia


Według psychoanalityka Fernando Castrillona, coraz więcej młodych pacjentów „mówi poprzez ciało”. Cierpi somatycznie, zanim znajdzie słowa.

Terapia w ruchu pozwala przywrócić jedność psyche i somy, zamiast traktować ciało instrumentalnie, terapeuta i pacjent doświadczają go jako części procesu symbolizacji.

Dla Castrillona „kiedy pacjent chodzi, on mówi” jego ciało uczestniczy w akcie mówienia.

Spacer ujawnia też fizyczność relacji: obecność ciała, oddechu, granic, wstydu. Chodzenie obok siebie, bez kontaktu wzrokowego, może redukować lęk i poczucie oceniania, paradoksalnie zbliżając tę formę do klasycznej sytuacji freudowskiej z kanapą, gdzie pacjent mówi bez patrzenia na analityka.


Freud i pierwsi „chodzący analitycy”


Choć psychoanaliza kojarzona jest z kanapą, Freud sam prowadził „analizy w ruchu” - np. z kompozytorem Gustavem Mahlerem, podczas czterogodzinnego spaceru w 1910 r. po kanałach w Lejdzie.


Freud i jego następcy (Reich, Ferenczi) rozumieli znaczenie ciała, lecz w rozwoju instytucjonalnym psychoanaliza oddzieliła się od ruchu i przestrzeni publicznej, wybierając zamknięty gabinet jako „kontrolowane środowisko”.

To ciekawe, bo jak myślę o Freudzie, ale także o innych myślicielach to także pojawia mi się obraz myślenia i chodzenia. A więc w ruchu!


Terapia spacerowa w opiece środowiskowej


Nie każdemu taka metoda służy, ale bywa skuteczna w pracy z osobami po traumie, z psychozami czy z pacjentami, którzy źle znoszą zamknięcie.

Czasem to właśnie otwarta przestrzeń daje poczucie kontenerowania, szczególnie osobom, dla których ściany kojarzą się z instytucjonalnym przymusem czy więzieniem.

Castrillon przywołuje przykład pacjenta z psychozą, który dopiero podczas spaceru zaczął mówić - ruch uruchomił symbolizację.


I faktycznie w ramach szpitali psychiatrycznych wiele placówek stara się o to by możliwy byl ruch. Ale myślę, że tutaj w Polsce niebardzo w gabinetach jeszcze przychodzi nam to do głowy, szczególnie w przypadku osób dorosłych. Terapeuci dziecięcy naturalnie ruch mają wpisany w gabinet, ale czy często wychodzą z dziećmi i młodzieżą na spacer prowadząc terapię?


Rozmawiając i chodząc?


W Ameryce Południowej, zwłaszcza w Argentynie i Brazylii, od lat 60. rozwija się metoda terapeutycznego towarzyszenia (TA). Jest tk forma „chodzącej terapii” zorientowanej psychoanalitycznie. Terapeuci towarzyszą pacjentom w ich codziennych aktywnościach, nie ograniczając pracy do gabinetu. Celem jest zanurzenie się w świecie pacjenta, nie jego adaptacja do normy.


Ciało, przestrzeń i gest stają się częścią komunikacji tak jak u pacjenta nieposługującego się mową, który „wybierał drogę” jako formę wypowiedzi.


Terapia uliczna (Street Therapy)


W USA najbliższym odpowiednikiem TA są programy mobilnych zespołów terapeutycznych pracujących z osobami bezdomnymi i psychotycznymi.


Przykład: Natalie Casagran Lopez z Nowego Jorku prowadzi sesje z pacjentami na ulicach - czasem rozmawiają, idąc między samochodami czy siedząc na krawężniku.

Miasto staje się środowiskiem trzymającym, a terapeuta uczy się reagować na rytm pacjenta i jego terytorium. Takie „zanurzenie” w świecie pacjenta pozwala uniknąć przymusu asymilacji i daje szansę na transformację doświadczenia miejsca naznaczonego cierpieniem.


Meyersohn pokazuje, że chodzenie w terapii nie jest modą ani „fitnessową” alternatywą dla gabinetu, lecz powrotem do pierwotnego wymiaru psychicznego doświadczenia, czyli do ruchu, ciała i przestrzeni wspólnej. Te myśli wzbudzają wiele pytań i wątpliwości, ale trzeba przyznać, że są bardzo ożywcze i inspirujące.


Myślę, tez o tym co mówią od lat ciała psychoterapeutów siedzących godzinami w fotelach. Chorobą zawodową stają się bóle kręgosłupa. Trawiąc emocje w unieruchomionym ciele coś działa nie tak. Z drugiej strony nie zawsze chodzić można. Nie zawsze trzeba. A czasem koniecznych jest wiele sesji, by ruch w życiu pacjenta mógł się dopiero pojawić. Jednak połączenie przestrzenności ruchu fizycznego i psychicznego w psychoterapii otwiera ciekawe horyzonty.



Obraz: László_Moholy-Nagy

 
 
 

Komentarze


tel. 660679486

©2019 by terapia.olesnica. Proudly created with Wix.com

bottom of page