wczesne wspomnienia
- terapiaolesnica
- 24 paź 2025
- 2 minut(y) czytania
Niektóre poranki pachną dzieciństwem.
Kawa, która przypomina mleko. Para w świetle spokojnego poranka
Z takich drobiazgów buduje się poczucie, że mamy w sobie dom.
A czasem wystarczy zapach albo dźwięk, żeby przypomnieć sobie, kim jesteśmy.
Niektóre wspomnienia zostają z nami na dłużej. Wracają bez zapowiedzi — jak ślady dawnego czucia, które przypominają o kawałkach nas samych.
Pamięć obejmuje wiele faktów, ale obok nich istnieje coś subtelniejszego: wspomnienia zapisane w zmysłach.
Krótkie momenty.
Smak potrawy z dzieciństwa. Kratka obrusu na stole tamtej jesieni.
Kolor ubrania z wizyty u kuzynów.
Zapach nagrzanego asfaltu, tego lata gdy uczyliśmy się kopać piłkę.
Zimowy smog i uczucie zmarzniętych palców w przemoczonym bucie.
Z takich drobin zmysłowych wspomnień powstaje wewnętrzna mapa.
Dotykają czegoś głębszego niż pamięć faktów — poczucia siebie.
W psychoterapii mówimy o self — jednym z najcenniejszych i najbardziej nieuchwytnych pojęć.
To bycie sobą: czucie swojej tożsamości i ciągłości.
Zazwyczaj działa w tle, jak cicha konstrukcja podtrzymująca istnienie.
Czasem jednak coś je momentalnie porusza — zapach z dzieciństwa, brzmienie głosu, albo coś tak prozaicznego jak guma Turbo znaleziona w sklepie.
Wtedy self odzywa się wyraźniej, jakby chciało przypomnieć: wciąż jestem sobą, mimo upływu lat.
Psychoanalityk Christopher Bollas pisał, że rdzeniem każdego z nas jest unikalny idiom — odcisk, z którego wyrasta sposób, w jaki przeżywamy świat i istniejemy w nim.
Jeśli mamy wystarczająco dobre warunki nasze prawdziwe self, według niego, przez całe życie dąży do urzeczywistnienia: dąży do ludzi, miejsc, działań, a nawet przedmiotów, które temu służą.
To jakby z odcisku palca budować miasto — jego rytm, architekturę, instytucje i klimat.
Na przykład.
Takie wspomnienie: stoję w kałuży przed domem, mam kilka lat, z fascynacją wpatruję się w benzynową tęczę na tafli.
Jest mi ciepło. Czuję zapach pobliskiej piekarni.
Widzę pomarańczową, przedowojenną kamienicę, w której mieszkam, i PRLowy blok mojej babci naprzeciwko.
Między nimi — podwórko, na którym spędzę całe dzieciństwo.
Z ułożenia tego miejsca wyrastało poczucie bezpieczeństwa.
W tym jednym obrazie zawiera się wiele: czas, przestrzeń, emocje, historia. Gdybym rozwijała myśl i czucie tego wspomnienia dalej, mogłabym odkryć wiele znaczeń, które były budulcem osobowości.
Taki ślad pamięci to korzeń tożsamości — nasz osobliwy GPS, który wskazuje kierunek bycia sobą. Każdy z nas może odnaleźć taki moment i z niego rozwijać myśli o sobie.
W gabinecie przy pomocy psychoterapeuty można taki proces obserwować z niezwykłą precyzją.
W psychoanalizie pomaga w tym technika wolnych skojarzeń — mówienie wszystkiego, co przychodzi na myśl, przy swobodnej uwadze analityka.
To pozwala wychwycić nieświadome wzorce i powtórzenia, dzięki którym rozwija się poczucie siebie i zdolność rozpoznawania zafałszowań - czyli nieprawdziwego poczucia siebie.
Współczesna neuronauka pokazuje, że te procesy mają też wymiar biologiczny.
Wspomnienia autobiograficzne, szczególnie zakorzenione w zmysłach, są kodowane przez hipokamp i tzw. sieć domyślną (DMN).
Hipokamp porządkuje wspomnienia w czasie i przestrzeni, DMN aktywuje się podczas introspekcji i refleksji nad sobą — wspierając ciągłość tożsamości.
Badania sugerują, że im pełniej funkcjonuje pamięć autobiograficzna — szczególnie ta zmysłowa — tym większa nasza zdolność do regulacji emocji, rozwiązywania problemów i odczuwania satysfakcji z życia.
Zmysłowe wspomnienia pełnią rolę emocjonalnych kotwic, które stabilizują tożsamość i wzmacniają odporność psychiczną — także w kryzysach i załamaniach.
Myślę, że możliwe jest, że w indywidualnych splotach pamięci, odczuć, relacji i miejsc osadza się także korzeń wspólnotowej tożsamości.
Fragment Muralu z Oleśnicy w okolicy Rynku.




Komentarze